Posłani… do swoich rodzin!

Pierwsza niedziela na wakacyjnym wyjeździe, i już na starcie niezawodnie usłyszałam od naszych dzieci kultowe wakacyjne “nie chce mi się!”. Nie chce mi się wstawać tak wcześnie, żeby iść na Mszę. Idźcie z tatą sami. Chór na trzy głosy nie dawał za wygraną. Nie chce mi się… Chce mi się spać… Tylko najmłodsze piskle posłusznie zwlokło się z łóżka. W końcu jednak, praktycznie na ostatnią chwilę, dotarliśmy w komplecie do kościoła.

Od jakiegoś czasu nie zaganiam już starszych dzieci do modlitwy. To musi wypływać z ich serca. Modlimy się wspólnie, chodzimy na spotkania wspólnoty, jedyne czego staram się pilnować, to niedzielne uczestnictwo we Mszy Św. Wszystkie nasze dzieci aktywnie uczestniczą we wspólnotowym życiu Kościoła. Najpierw z nami na spotkaniach Domowego Kościoła, później bardziej w młodzieżowych inicjatywach, jak salezjańskie oratorium czy KSM. Wierzę, że także prywatna modlitwa jest częścią ich codzienności, a że zdarzają się im typowo nastoletnie niechcemisie… są jeszcze dziećmi i ich duchowość dopiero się formuje.

Razem z mężem jesteśmy ważnym elementem tego duchowego formowania. Przede wszystkim dając dzieciom przykład. Modlitwa jest stale obecna w naszym domu. Czasami nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak bardzo dzieci to dostrzegają. Kiedyś prasując pościele w naszej sypialni, usłyszałam, jak powracający ze szkoły najstarszy syn pyta najmłodszą siostrę, bawiącą się w ogródku: gdzie jest mama? Prasuje. – padła lakoniczna odpowiedź, a w ślad za nią pofrunęło dopełnienie. – Nie zawracaj mamie teraz głowy, niech sobie skończy spokojnie różaniec odmawiać!
To prawda, mam zwyczaj odmawiać Różaniec w trakcie prasowania. Często odmawiam go w myślach, ale często włączam sobie różaniec w wersji audio z rozważaniami. Dzieci jakoś nigdy szczególnie nie zwracały na to uwagi…
Innym razem, niedługo po urodzeniu bliźniaków, gdy gościliśmy księdza po kolędzie, nasz najstarszy syn, wtedy rezolutny czterolatek, wypytywany przez kapłana o codzienny pacierz, wypalił: tato codziennie czyta mi Biblię, mój tato każdego dnia czyta Biblię. A pan? Na pewno by pana zagiął!
Mina księdza – bezcenna!

Dzieci są niedocenionymi obserwatorami. Uczą się takich albo innych zachowań przez naśladowanie, dlatego tak ważne jest, aby dawać im każdego dnia dobry przykład! Rzeczywiście tak jest w naszym domu, że każdemu z naszych dzieci czytaliśmy codziennie choć mały fragment Pisma Świętego. Pamiętam, jak się niektóre moje koleżanki dziwiły, a nawet oburzały, na tę “indoktrynację”. Ile razy słyszałam, że dzieciom czyta się bajki! Bajki też im czytaliśmy, czasami sami wymyślaliśmy. Ale od dziecka chcieliśmy poznać nasze dzieci z Bożym Słowem. Każde z naszych dzieci ma swoją Biblię. I dzięki Bogu nie leżą one zakurzone na półce!

Dzisiejsza Ewangelia mówi o rozesłaniu dwunastu Apostołów. Bóg dał im misję ewangelizacji. Kiedy dziś o tym myślimy – o powołaniu do ewangelizowania – najczęściej nasze myśli biegną ku kapłanom, osobom konsekrowanym lub świeckim ewangelizatorom. I każda taka posługa jest bardzo ważna dla wspólnoty Kościoła. Ale przede wszystkim ewangelizacja zaczyna się w domu! Rodzice są animatorami domowej wspólnoty. Jesteśmy posłani, aby dać naszym dzieciom Boga. To nasza pierwsza i najważniejsza misja. Od paru lat posługuję także w naszej wspólnocie parafialnej i ta posługa daje mi wiele radości oraz poczucia wewnętrznego spełnienia, ale na nic by się to zdało, nawracać obcych ludzi i próbować ich do Boga prowadzić, jeśli nie nauczyłabym własnych dzieci się modlić!

Bardzo często tak jest, że osoby bardzo angażujące się w ewangelizację, zaniedbują swoje rodziny. Przez nasza wspólnotę Domowego Kościoła przewinęło się wiele takich par, które prowadziły blogi chrześcijańskie, udzielały się na forach internetowych lub prowadziły swego rodzaju poradnictwo duchowe, a jednocześnie duchowo zaniedbywały własne dzieci. Dając małżonkom dziecko Bóg, posyłając je do nas, jednocześnie posyła nas, rodziców, jako swoich uczniów, aby zanieść tym dzieciom Dobrą Nowinę. To jest moje pierwsze ewangelizacyjne posłannictwo – dać naszym dzieciom Boga! Jezus powołuje nas do tego codziennie! Tysiące różnych sytuacji w życiu rodzinnym jest okazją do ukazania naszym dzieciom miejsca, jakie w naszej rodzinie zajmuje Bóg. I to nie tylko nasza rola, jako rodziców, ale także dziadków, wujków i cioć. Wszyscy jesteśmy posłani do swoistej rodzinnej ewangelizacji. Jesteśmy różni, tak, jak różni byli Apostołowie. Mamy różne życiowe doświadczenia, różne charaktery i różne podejście. I z tego bogactwa duchowej różnorodności możemy – powinniśmy! – każdego dnia czerpać, aby nasze dzieci przybliżać do Boga. On posyła mnie, jako córkę, siostrę, szwagierkę, żonę, matkę, wnuczkę, bratanicę, do moich najbliższych, do tych, którzy może Boga jeszcze nie poznali, i do tych, którzy może się zgubili (Mt 10, 6). Każdego dnia w moim powołaniu małżeńskim i macierzyńskim odkrywam, jak wiele mam okazji, aby moim bliskim przybliżać Królestwo Boże.

Nie zaniedbujmy naszych rodzin pod tym względem. Pragnienia “wielkiej”ewangelizacji, wielkich dzieł, nie są złe, ale zanim pójdziemy do obcych aby kłaść dłonie na ramionach i wymadlać wielkie cuda uzdrowień i nawróceń, bądźmy w pierwszej kolejności animatorami naszych rodzin, aby nasze dzieci nie dorastały w domu, gdzie jest deficyt modlitwy, błogosławieństw, Słowa Bożego i sakramentów.

Joanna Maj

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s