Teraz zaczyna się wędrówka na szczyt…

Coraz lepiej rozumiem co miał na myśli Robert Litza z Luxtorpedy mówiąc że modlitwa jest walką. Im głębiej w las, tym więcej drzew. Im bardziej się w coś angażujemy, tym więcej pojawia się przeszkód do pokonania. Muszę przyznać że gdy pierwszy raz przeczytałam ten cytat Litzy zupełnie go nie zrozumiałam. Chyba jeszcze niosła mnie fala nawróceniowego entuzjazmu. Po nawróceniu byłam jak zakochany pierwszy raz podlotek. Każde pójście do kościoła na Mszę ożywiało w moim brzuchu motyle. Nawet poranne lenistwo było mi łatwo przezywciężyć i wstać godzinę wcześniej, aby przed wyjściem na uczelnię mieć czas na spokojną modlitwę. A ostatnio mój chrześcijański entuzjazm trochę się rozmył. I bardzo mnie to zaczęło martwić. Czy to znaczy, że zaczynam tracić wiarę?! Dlaczego wciąż o Tobie zapominam Boże skoro sercem wyznaję że jesteś dla mnie ważny? Dlaczego nie czuję już tych motyli w brzuchu i dlaczego tak łatwo mi zrezygnować z modlitwy aby godzinę dłużej pospać?
Odpowiedź przyszła w konfesjonale. Bóg nie chce żebym budowała moją relację z Nim na emocjach. Pokazał mi że pomoże mi pokonać moje życiowe kryzysy i że zawsze jest ze mną. Ale chce żebym ja odpowiedziała tym samym. Teraz zaczyna się wędrówka pod górę. Na szczyt. Teraz właśnie zaczyna się prawdziwa wiara. I On mi daje wszystko co w tej wędrówce będzie mi potrzebne, tylko muszę z tych narzędzi korzystać, a nie tylko dźwigać je w plecaku i narzekać na ciężar na moich ramionach.
Od dwóch tygodni staram się nieustannie trwać na modlitwie. Mówić do Boga sercem i sercem nasłuchiwać Jego słów, ale też konsekwentnie znajdywać czas na modlitwę w ciszy i skupieniu. Codziennie rano robię Mu ofiarę z czasu który mogłabym przeznaczyć na dłuższy sen. Sesja skończona i z Jego pomocą zaliczona. Ale przecież chrześcijanin nie ma wakacji od Boga! Od dwóch tygodni wstaję codziennie wcześnie rano aby porozmawiać z Nim a On już mi pokazuje jak owocna jest ta odrobina mojego wysiłku. A nawet w swej dobroci i trosce o te przyziemne ludzkie sprawy stara się tak poukładać mój dzień aby znalazł się także czas na drzemkę. Taki jest dobry!
Przeczytałam niedawno historię Jakuba który mocował się z Bożym aniołem. Bardzo poruszyła mnie determinacja Jakuba. Nie puszczę Cię dopóki mi nie pobłogosławisz! W chwilach walki ze sobą mówię teraz Bogu: też jestem słaba jak Jakub był słabszy od Twojego anioła ale będę walczyć ze swoimi słabościami i nie puszczę Cię dopóki mi nie pobłogosławisz! Amen!!

Elżbieta M. Kalina

Reklamy

One thought on “Teraz zaczyna się wędrówka na szczyt…

  1. W pełni się zgadzam. Ja również swego czasu jakby ‚bardziej’ wróciłam do Niego, czując właśnie te ’emocyjki’, motylki w brzuchu i ogólnie pojętą radość, bo wszystko idzie po mojej myśli, wszystko wg moich modlitwenych próśb. Jednak pewnego razu bardzo się rozczarowałam, ktoś mnie skrzywdził. I zaczęły się pretensje: Jak mogłeś mi to zrobić? Jak mogłeś pozwolić, bym cierpiała? Musiałam przejść przez piekło, które sama sobie stworzyłam swoim brakiem wiary i zarzutami… Głupia, On Cię nigdy nie zostawił, tylko Ty się oddaliłaś… Teraz już rozumiem przypowieść Jezusa o oczyszczonym z nieczystego ducha, który opuszcza Go i wraca z siedmioma kolejnymi… Strasznie niebezpieczne… Piękny wpis, pozdrawiam 🙂

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s