Bóg w moim macierzyństwie

Za parę dni wyjedziemy z dziećmi na wakacje w nasze ukochane Bieszczady. W tym roku później, niż zazwyczaj, ale tak potoczyły się niezależne od nas okoliczności. Rodzina i przyjaciele, z którymi spędzamy co roku wakacyjne miesiące, już na nas czekają. Jak dobrze jest być oczekiwanym z niecierpliwą radością! Siedząc rano na tarasie z kubkiem parującej kawy zastanawiam się, czy z tak samo niecierpliwie-radośnie oczekuje na nas w Niebie Bóg. I natychmiast w moje myśli wkrada się moje słabe, ludzkie “ale”. Ale jeszcze poczekaj Boże. Wiem, że przygotowałeś dla nas doskonałą wieczność i że spotkanie z Tobą tam nie będzie mogło się równać z żadnym innym tu na ziemi. Ale tak bardzo pragnę nacieszyć się jeszcze życiem doczesnym, które mi podarowałeś. Pragnę, aby nasze dzieci przeżyły je w pełni, doświadczając wszystkich etapów życia. To życie jest tylko jedno, a tam będziemy mieć dla siebie całą wieczność…

Równoległym torem biegną moje myśli dotyczące wyjazdu. Walizek, które trzeba spakować. Auta, które trzeba zatankować. Lodówki, którą trzeba opróżnić, rozmrozić i wyłączyć. I apteki, aby uzupełnić podróżną apteczkę lekarską… To ostatnie z kolei kieruje moje myśli na dzieci. Sezon na zdarte kolana, wbite drzazgi, komary, kleszcze i poparzone przez pokrzywy łydki, możemy uznać za otwarty. Ale bywało i gorzej. Napad astmy na szlaku. Skręcona kostka. Wybity ząb – na szczęście mleczak!

Nie jestem nadopiekuńczą matką. Tzn. już nie. Przechodziłam taki czas nadopiekuńczości w związku z naszymi bliźniakami, które od momentu poczęcia wymagały zwiększonej troski. O ile przy naszym najstarszym synu nie panikowałam, gdy upadł albo gdy połknął robaka, o tyle przy kolejnej ciąży stałam się nadwrażliwa pod kątem bezpieczeństwa naszych dzieci. Każde kichnięcie, stęknięcie, za płytki oddech, za głęboki oddech, płacz, grymas, stawiały mnie na nogi. Pierwsze wakacje z rocznymi bliźniakami w Bieszczadach mimo mojego chuchania i dmuchania (a może także dlatego?) doprowadziły nas do… zapalenia oskrzeli u jednego z bliźniaków. Im bardziej starałam się nad wszystkim panować, tym bardziej wszystko wymykało mi się spod kontroli.
Teraz jestem mądrzejsza o te doświadczenia, które nauczyły mnie tego, że cokolwiek by się działo, Bóg jest cały czas obecny w moim macierzyństwie, w naszym rodzicielstwie. Próbując sobie poradzić ze wszystkim samej, krępowałam ręce Temu, który kocha moje dzieci miliardy razy bardziej, niż ja. Brzmi szokująco? Ktoś pomyśli: jak matka może mówić, że ktoś kocha jej własne dziecko bardziej od niej?

Czy może matka zapomnieć o swoim dziecku? Czy może je odrzucić, porzucić? Może, niestety. Przepełnione domy dziecka, długa lista dzieci oczekujących na adopcję, świetnie prosperujące kliniki aborcyjne… A Bóg mówi: Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet, gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie. (Iz 49, 15)

Uświadomienie sobie tego, że Bóg troszczy się o moje dzieci stokroć bardziej, niż ja w chwilach moich największych wysiłków i że radzi sobie z tym tysiąc razy lepiej, niż ja, sprawiło, że przestałam próbować mieć kontrolę nad wszystkim i przestałam się zamartwiać tym, co być może nigdy się nie zdarzy. To nie znaczy, że nasze dzieci nie zachorują, nie podejmą złej decyzji, nie zrobią czegoś głupiego. Ale nie zapobiegną temu też moje zamartwianie się i kontrola totalna. To znaczy “tylko” tyle, że Bóg jest obecny w moim macierzyństwie – w naszej rodzinie – i że zna oraz dzieli moje troski o nasze dzieci.

Nie jestem sama – to jedno z najważniejszych doświadczeń macierzyństwa. To, że mam kochającego i odpowiedzialnego męża, rodzinę, która otula nas troską i wspiera w trudnych doświadczeniach, to że mogę liczyć na moją Mamę i Teściową, i na naszych przyjaciół, to wszystko Jego łaska. Patrzę na swoje macierzyństwo i widzę morze tych łask! Widzę Boga obecnego w drugim człowieku, i gdy przychodzi do mnie w ciszy poranków ze słowem zapewnienia, że trzyma rękę na pulsie. Widzę Jego uprzedzającą dobroć, gdy w odpowiedzi na nasz krzyk przerażenia przychodzi z łaską spokoju pośród naszych życiowych burz i mówi do naszej rodziny (a szczególnie do mnie) słowami wtorkowej Ewangelii: Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże wam brak wiary? (Mk 4, 40)

Przed nami kolejne rodzinne wakacje. Z bólem serca odliczam te pozostałe nam, aż w końcu dzieci dorosną i będą samodzielnie organizować sobie ten czas. Staram się o tym nie myśleć, Bóg już tam jest. A teraz kolejny wypad w Bieszczady. Leniwe poranki, późne wieczory pod gwiazdami, piesze wędrówki, spływ Doliną Sanu, quady i konie. Każde z nas lubi inną formę aktywnego wypoczynku. Nie dam rady czuwać nad każdym z naszych dzieci 24/7. Pamiętam, że miałam taki czas, kiedy mnie to przerażało. Teraz trzymam się pewności, że czuwa nad nimi Ktoś o wiele mocniejszy, niż ja. Jedziemy tworzyć kolejne piękne wspomnienia do naszego rodzinnego albumu. Jadę spokojna, bo On jedzie z nami.

Joanna Maj

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s