Sam Duch przyczynia się za nami…

Gdy bowiem nie umiemy się modlić, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami…
Panie dziękuję Ci, że wiesz lepiej ode mnie co się dzieje w moim sercu. Że ja nie muszę wszystkiego rozumieć, ani wszystkiego się spodziewać.
Dziękuję Ci za to, że w momentach kiedy nie mam siły ani ochoty się modlić, kiedy nie mam siły mówić Ci o sobie, Ty nadal jesteś tym, który jest.
I że zawsze jesteś ze mną, nawet kiedy nie potrafię wyczuć Twojej obecności we mnie.
Wtedy pokazujesz mi, że jesteś wszędzie wokół. W każdym stworzeniu, w śpiewie ptaka, w zachodzie słońca, w deszczu, w innych ludziach…
Powiedziałeś: „Jeden drugiego brzemiona noście i tak wypełniajcie prawo Chrystusowe.” (Ga 6,2)
Więc asertywnie proszę innych o modlitwę za siebie, skoro sama za siebie teraz się modlić nie umiem, za to za innych jak najbardziej…
Do tej pory nie wiedziałam, że można jednocześnie być przepełnionym Twoim pokojem i radością, wiedzieć, że jesteś, a jednocześnie czuć takie opuszczenie i samotność. Wczoraj pomyślałam, że chyba tak musiałeś się czuć w Ogrójcu. Przepełniony Ojcem, a jednocześnie taki sam…
Pozwalam sobie na wszystko, co przychodzi w tej żałobie po śmierci mamy. Pozwalam też Tobie na wszystko.
Z ciekawością patrzę i czekam na owoce Twojego uleczania/uzdrawiania mnie. Na to, z jaką czułością opatrujesz moje duchowe rany i puste miejsce po mamie w sercu. Jak namaszczasz moje serce, jak je bandażujesz, jak na nie chuchasz i dmuchasz…
To bardzo dziwne czuć, że jesteś ze mną w tym moim smutku, a jednocześnie czuć jakby cały świat mnie nagle opuścił…
I to nie jest tak, że nie mogłabym wypełnić sobie czasu kimś/czymś innym. Propozycji jest wiele. Ale ja nie chcę i nie mam siły z nich korzystać. Instynktownie chcę więcej Ciebie, ale nie umiem znaleźć słów, by Ci o tym powiedzieć. Nie chcę nurzać się w cierpieniu, ale jednocześnie chcę pozwolić sobie na smutek i łzy… I Tobie na ich otarcie. Na zebranie każdej z nich i przemienienie w Twoje drogocenne perły.
Jesteś, który jesteś. Ja jestem, bo Ty jesteś. Trwam bo Ty trwasz we mnie. Bo kiedy we mnie taka pustka, Ty wciąż we mnie kochasz innych, nawet wbrew mnie.
Coraz głębiej widzę Twą jedność z Ojcem i Duchem, bo tak teraz czasem czuję, że to wszystko żyje i działa we mnie bez mojego jakby udziału… Ojciec mnie kocha, Ty mnie opatrujesz, a Duch modli się we mnie. Na dodatek najlepsza z Matek otacza mnie ogromna czułością…
Cała pełnia Miłości we mnie, a jednocześnie pragnienie, by chcieć jeszcze więcej i ciągle więcej, bo jest tyle więcej Was i miejsca we mnie na Wasze działanie…
Niepojętym Bogiem jesteś. I wszechmocnym. I okazuje się, że czasem wystarczy tylko temu nie zaprzeczać, by i tak działy się małe wielkie cuda.
Kocham Cię. I proszę trwaj we mnie, oddychaj za mnie, kochaj za mnie, módl się za mnie. Nie pozwól mi zapomnieć, że: „Podobnie także Duch przychodzi z pomocą naszej słabości. Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak, jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami”. (Rz 8,26).
Katarzyna Piwkowska
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s