Jesteś DOBRĄ mamą!

Próbowałam napisać coś inspirującego na TEN dzień. MÓJ dzień. Dzień Matki. I przez kilka tygodni boksowałam się z myślami oraz klawiaturą. Nie dlatego, że macierzyństwo nie jest inspirujące. Wręcz przeciwnie, dzieci inspirują nas do niepojętej kreatywności. Ja bardzo lubię rozmawiać o doświadczeniu macierzyństwa z innymi mamy. Każda z nas ma inne, a jednocześnie równie wielkie, bogactwo pomysłów i sposobów na wychowanie dzieci. Możemy się też wzajemnie inspirować, pomagać i wspierać w tym naszym pięknym, ale nie oszukujmy się, także trudnym, powołaniu. I może właśnie dlatego miałam problem, żeby coś napisać. Za bardzo krążyłam myślami wokół zewnętrznej powłoki macierzyństwa, wokół tego, czym lubimy się dzielić na szerszym forum. I gdy sobie to uświadomiłam, koncepcja tekstu od razu wyklarowała się w mojej głowie.

Dziś chciałabym Ci napisać o moim doświadczeniu bycia mamą spełnioną, ale nieidealną. Mamą, która popełnia błędy, i która na jednych się uczy, a inne powtarza cyklicznie. Mamą pragnącą dać swoim dzieciom wszystko, co najlepsze i czasami wpadającą w pułapkę zastawioną przez samą siebie. Mamą, która czasami czuje się zmęczona. Mamą, która czasami płacze nad własną bezsilnością. Mamą zaskoczoną, jak macierzyństwo odbiega od jej pierwszych wyobrażeń, a jednocześnie czerpiącą z niego tyle radości i szczęścia. Jeśli masz tak samo, albo podobnie, piszę ten tekst właśnie do Ciebie.

Kiedy zostałam mamą pierwszy raz wydawało mi się, że macierzyństwo to pestka. Jeśli czytałaś moje małe świadectwo, to wiesz, że zostałam mamą bardzo wcześnie. Nie starszne mi były nieprzespane noce, młody organizm szybko się regenrował, choć w trakcie wcale nie było łatwo. No i synek był dzieckiem niemal bezproblemowym! Jadł bez problemu, sen który stracił w nocy nadrabiał podczas dziennych drzemek, kolki zdarzały mu się sporadycznie, płakał najczęściej wtedy gdy był głodny. Największym wyzwaniem były różne infekcje, które łapał dosyć często, a przez które był bardzo niespokojny i wymagał 200% mojej uwagi. Druga ciąża, bliźniacza, była o wiele trudniejszym doświadczeniem. Brzuch rosnący w zastraszającym tempie, bardzo szybko umiemożliwiający schylanie się, co przy małym dziecku było nie lada wyzwaniem. No i po porodzie zakres obowiązków był podwójny, a czasu tyle samo, a nawet mniej gdy chodziło o wyjście z domu! Nieprzespane noce już nie wydawały się takie niestraszne, chroniczny deficyt snu, częste nocne karmienia (tak, nasze dzieci to prawdziwe głodomory!), oraz alergia jednego z bliźniaków i dieta, na którą musiałam przejść, sprawiły, że macierzyństwo nie raz mnie przerastało! Ale wiesz, co było najtrudniejsze? Pytania. Dlaczego zmuszam się do przestrzegania diety, skoro mleko syntetyczne jest równie dobre, jak mleko matki? Dlaczego nie oddałam dzieci do żłobka, żeby mieć więcej czasu dla siebie? Dlaczego nie włączę im telewizora, żeby je czymś zająć i na spokojnie nie ugotuję obiadu albo nie zmyję podłogi? Dlaczego pozwalam dziecku ssać smoczek (córka), dlaczego dziecku smoczka nie dam (syn smoczka nie chciał). Dlaczego…? Dlaczego…? Dlaczego…? I w końcu ostatnia ciąża. CZWARTAE dziecko! Ale jak to? Po co? Dlaczego? Nie zabezpieczacie się? Cleujecie w muzułmański model rodziny, hehehe? A wiesz jakie to obciążenie dla organizmu tyle ciąż? Już chyba nigdy nie odzyskasz dawnej figury… A w tym ostatnim nie tyle sam fakt utraty figury mnie bolał, co ten satysfakcjonujący ton.

Nie zrozum mnie źle! Była też masa życzliwości, serdeczności, radości a nawet zachwytu. Dużo ciepłych słów, dobrych życzeń. Nie oceniam też matek, które decydują się na karmienie mlekiem sytetycznym czy włączają swoim dzieciom telewizor. Po prostu jako matka swoich dzieci uznałam, że tak będzie dla nich lepiej. Uważałam, że mam do tego prawo i nie rozumiałam, dlaczego wymiana doświadczeń musi od razu zakładać ocenę. Presja ze strony otoczenia jest sporym ciężarem. Ja mam to szczęście, że zawsze mogłam liczyć na wsparcie, i poparcie mojej rodziny. Jeśli robiłam coś źle, nigdy nie stawałam pod ostrzałem krytyki. To ogromne źródło siły dla każdej matki! I za to jestem niezmiernie wdzięczna mojej Mamie, i mojej Teściowej. Bo jak każda mama popełniam błędy i zdarzało mi się stanąć przed ścianą. Każda matka w taki czy inny sposób doświadcza porażki, bo macierzyństwo nie jest sielanką, a my nie jesteśmy wszechwiedzącymi ideałami.

Ze wstydem przyznam Ci się do czegoś. Choć jestem przeciwna dawaniu klapsów, była taka sytuacja, gdy w swej bezsilności ukarałam naszego synka właśnie klapsem. Nie jestem też zwolenniczką tzw. bezstresowego wychowywania dzieci polegającego na kompletnym braku wytyczania granic, zawsze jednak starałam się tak wybierać metody wychowacze, by dzieci uczyć, a nie tylko podporządkowywać bez wpojenia, dlaczego dziecku nie wszystko wolno. I o to nagle sytuacja, która zupełnie mnie przerosła, bunt trzylatka, i to bunt na całego! Moje dziecko dało się ponieść emocjom, ale przecież dziecko dopiero się uczy nad nimi panować, a my, jako rodzice, mamy dzieciom w tym pomóc. A ja, tak samo jak moje dziecko, popłynęłam rzeką emocji, nie wytrzymałam i klaps… Podwójne wyrzuty sumienia, bo moi rodzice nigdy nas w ten sposób nie karali. Sama nigdy nie dostałam klapsa. A mimo to wiedzieliśmy, gdzie leżą granice i dlaczego nie powinniśmy ich przekraczać. O tak, nie raz się nam to zdarzyło, ale nigdy nie zostaliśmy w taki sposób ukarani. Może uważasz, że to przesada. Może kiedyś o tym podyskutujemy. Chciałabym tylko, żebyś mnie dobrze zrozumiała. Nie tyle uważam, że klaps złamie dziecku psychikę, co tyle, że dziecka nie uczy niczego poza strachem przed karą. Dla przykładu kilka tygodni później mieliśmy taką sytuację, gdy podniosłam na dzieci głos i to zupełnie bezsadnie – byłam zmęczona, rozkładało mnie przeziębienie i błahostka wyprowadziła mnie z równowagi. Mój syn, ukarany jakiś czas wcześniej klapsem, dotknięty niesprawiedliwością traktowania, krzyknął do mnie, że ktoś powinien mnie przełożyć przez kolano… Nie wiedziałam, czy śmiać się, czy płakać. Teraz, jak to opisuje, sytuacja może wydawać się komiczna. Wtedy odczułam to jako porażkę. Może przesadzam, a może nie. Może się ze mną zgodzisz, a może wręcz przeciwnie. Ale widzisz, o co mi chodzi? Nie jesteśmy idealne, nie ma idealnych rozwiązań, popełniamy błędy, dobrze, gdy się na nich uczymy, mamy różne charaktery i różne podejście do różnych sytuacji. Mamy wzorce wyniesione z domy, lepsze lub gorsze, zakodowane w głowie reakcje, i nierzadko dopiero po czasie uświadamiamy sobie, że coś powinnyśmy zrobić inaczej. I mamy do tego prawo!

Moje macierzyństwo, obok wielu innych rzeczy, nauczyło mnie też tego, że w wymianie doświadczeń i chęci wzajemnego inspirowania się leży także pewna zakamuflowana pułapka. Niebezpieczeństwo porównywania. Można porównywać się do innej mamy, która w naszej ocenie radzi sobie o wiele lepiej, ale możemy też porównywać w drugą stronę i czerpać satysfakcję z tego, w czym inna mama niedomaga. Ile z mam poczuło te wbijające się szpilki zawoalowanej w pouczenia i doprawionej staysfakcją krytyki? Może przez to Twoje macierzyństwo nie daje Ci tyle radości, ile powinnaś z niego czerpać, mimo trudnych sytuacji, które na pewno są? Może patrzysz na piękne zdjęcia w magazynach dla mam albo na instagramowych kanałach i wydaje Ci się, że nie masz być z czego dumna? Dziś jest taki szczególny dzień na świętowanie Twojego życiowego powołania, i nawet jeśli droga nie jest gładka, wiedz, że masz co świętować! I nie chodzi mi o to, że powinnaś machnąć ręką, bo zapewne jest spora ilośc mam, które radzą sobie jeszcze gorzej niż Ty. Nie chodzi mi o to, że nie powinnaś się starać, rozwijać, nawet poświęcać – tak, miłość, macierzyństwo, rodzina, to służba. Chodzi mi o to, że powinnaś uwierzyć, że jesteś DOBRĄ mamą, bo wszystko, co robisz – nawet jeśli popełniasz błąd, anwet jeśli czasami wszystkiego masz dość, nawet jeśli chwilami Cię wszystko przerasta – robisz z miłości. Kochaj swoje dzieci, ale pokochaj też siebie.

Ale wiesz co jeszcze odkryłam pośród moich własnych macierzyńskich porażek? Gdybym była idealna mamą, nie potrzebowałabym Jezusa! Gdyby mi się wszystko udawało, może nie czułabym potrzeby zbliżania się do Niego! Moje macierzyństwo to także przestrzeń do spotkania z Bogiem. I świadectwo, że Bóg nad wszystkim panuje, nawet gdy nam, jako rodzicom – gdy mnie, jako matce! – nie zawsze się to udaje!

Jaonna Maj

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s