Dziękuję Ci, że byłeś ze mną…

Panie. Nie mam słów by podziękować Ci za to, jak bardzo jesteś dla mnie dobry. Jak bardzo mnie kochasz. Jak bardzo dbasz o każdy drobiazg w moim życiu. Jak pokazujesz mi na każdym kroku, że Ci na mnie zależy. Za to, że nauczyłeś mnie, że uwielbianie Cię w trudnościach przynosi niespodziewany pokój serca…

To co działo się przez ostatnie kilka tygodni przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Jak niosłeś mnie na skrzydłach Aniołów, jak podsyłałeś moich przyjaciół i przypadkowych ludzi ze słowem krzepiącym dla mnie… Że tak trudny czas, zamieniłeś w taką obfitość łask…

W święta wielkanocne moja mama trafiła do szpitala. Była tam 2 tygodnie – przez całą oktawę wielkanocną i czas Bożego Miłosierdzia. Kiedy zaczął się maj, w nocy z 1 na 2 maja, najlepsza z Matek zabrała ją prosto w ramiona swojego Syna… Wierzę, że to owoc Apostolstwa Dobrej Śmierci, do którego zapisałam mamę ponad rok temu…

Nie mam słów wdzięczności, że słowa z Apokalipsy z 7 rozdziału, stały się naszą rzeczywistością:

A jeden ze Starców odezwał się do mnie tymi słowami : «Ci przyodziani w białe szaty kim są i skąd przybyli?»  I rzekł do mnie:
«To ci, którzy przychodzą z wielkiego ucisku i opłukali swe szaty, i w krwi Baranka je wybielili. Nie będą już łaknąć ani nie będą już pragnąć, bo paść ich będzie Baranek, i poprowadzi ich do źródeł wód życia: i każdą łzę otrze Bóg z ich oczu».
Ap 7, 13-17

W tych ostatnich tygodniach życia, w tej białej szpitalnej pościeli, blednąc z dnia na dzień, dla mnie mama wyglądała jakbyś ubierał ją w tą białą szatę. Wierzę, że kiedy odeszła w nocy, przywitano ją w niebie mówiąc „oto ta, która przyszła z wielkiego ucisku”. Że to jej wielkie cierpienie posłało ją prosto w Twoje ramiona, i że otarłeś każdą jej łzę. Dziękuję Ci za to, że objawiłeś mi to dzień przed jej śmiercią, kiedy po raz kolejny pytałam Cię, jaki jest sens jej tak ogromnego cierpienia…

Dziękuję, że pokazałeś mi, jak ogromną łaską było stanie pod krzyżem jej cierpienia. Choć przecież nie do końca to rozumiałam i nadal nie do końca rozumiem. Ale wiem, że nie muszę wszystkiego wiedzieć. Wystarczy, że Ty wiesz.

Dziękuję Ci, że nie pozwoliłeś mi stracić z oczu perspektywy z listu do Rzymian, który mówi:

Nikt z Nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie; jeżeli bowiem żyjemy, żyjemy dla Pana; jeżeli zaś umieramy, umieramy dla Pana.
I w życiu więc i śmierci należymy do Pana.
Rz 14, 7-8

Dziękuję, że pozwoliłeś mi wierzyć, że mama umiera dla Ciebie. I że w tej ciężkiej śmierci cały czas należy do Ciebie. A kiedy momentami nie umiałam w to wierzyć, przygnieciona swoją bezsilnością i jej cierpieniem, posyłałeś Aniołów w postaci przyjaciół moich i mamy, którzy mi o tym przypominali, pokrzepiając Słowami Pisma i swoim świadectwem.

Dziękuję, że na drodze mojej mamy i mojej postawiłeś tak wspaniałych ludzi, którzy wspierali ją i mnie do samego końca jej ziemskiego życia. Którzy poświęcali swój czas i modlitwy.

Dziękuję Ci za to, jak bardzo zadbałeś o mnie w dniu jej pogrzebu. Wszystkie prognozy pogody wskazywały na deszcz i niezbyt ciepłą temperaturę. Prosiłam Cię o słońce, wierzyłam że mnie wysłuchasz, więc wszystkim mówiłam, że nie będzie padać. I nie tylko nie padało, ale też było 22 st. i piękne słońce.

Dziękuję Ci za to, że dałam radę powiedzieć mowę pogrzebową w kościele i że poruszyłeś tym serca tylu ludzi.

Dziękuję Ci za to, że kiedy schodziłam z ołtarza, do kościoła wpadł puch topoli i zaczął się w nim unosić aż do czasu gdy wyprowadziliśmy trumnę na zewnątrz. Dziękuję Ci za to, że tak wielu ludzi ujrzało w tym znak Twojej i Aniołów obecności. Dziękuję Ci za to, ile pięknych rzeczy usłyszałam o mojej mamie podczas konsolacji.

Dziękuję Ci za wielki pokój, który już w trakcie Mszy pogrzebowej wlałeś w moje serce. Dziękuję Ci, że na koniec Mszy mogłam uwielbiać Cię słowami pieśni „Nim świt obudzi noc dotykiem ciepłych mgieł Panie przyjdź, wołam przyjdź…”. Dziękuję, że na wyprowadzenie trumny zabrzmiało „Gdy kiedyś Pan powróci znów, obyśmy też tam byli, gdy kiedyś Pan powróci znów…”

Dziękuję Ci, że byłeś ze mną w całej swej szerokości, głębokości, wysokości i długości. Że nie zostawiłeś mnie nawet na sekundę.

Dziękuję że jesteś moim dobrym pasterzem, który sprawia że niczego mi nie braknie. I że nawet jak idę przez ciemną dolinę, to cały czas jesteś ze mną.

Że ciągle namaszczasz mi głowę olejkiem, a kielich mój pełny po brzegi…

Kocham Cię. Nie spuszczaj mnie z oka. Przyklejam się do Ciebie i tak chcę trwać na zawsze… Amen.

Katarzyna Piwkowska

Reklamy

One thought on “Dziękuję Ci, że byłeś ze mną…

  1. Piękna refleksja Pani Kasiu…. dziękuję A nią i chwała Naszemu Panu bo opiekuje się nami zawsze. Choć Pani Mamy nie ma już tutaj, na Ziemi to na pewno jest teraz w o wiele lepszym, piękniejszym świecie gdzie jest otoczona przez chóry Aniołów i miłość naszego ukochanego Taty i z tego trzeba się cieszyć!

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s