To nie kraina czarów, to pastwisko Dobrego Pasterza…

Pierwszego dnia tygodnia, ale po całym tygodniu, otwieram oczy i wchodzę w Boże: „Ja Jestem”. On, Bóg, jak każdego ranka, tak i dziś pobudza me ucho, bym słuchała, jak uczennica. On mnie wspomaga. Dziękuję Mu za łaskę, że mnie przynęca, przyprowadza na swoje pastwiska, że czyni dla mnie ten cudowny cud szeptania mi do serca „Ja Jestem”. Cóż bym bez Ciebie, Panie, poczęła? W każdej chwili, w każdym najbardziej zakręconym czasie, we wszelkiej niepewności, w poczuciu obcości, w pośrodku niezrozumienia, w gąszczu zarośli, na pustyni zagubienia, w osaczeniu złymi myślami, w żalu do otoczenia, w chęci ucieczki, w bezsensie, w obrażeniu – może po ludku słusznym, Ty uchylasz drzwi mojego pastwiska z wyschniętą trawą i mówisz: „Ja Jestem”.

Wtulam twarz w dłonie, a tak naprawdę przykładam serce do Twojego „Ja Jestem”, do Obecności, która jest wodą odpocznienia, orzeźwieniem dla duszy, zielonym w nadzieję pastwiskiem, namaszczeniem o przecudnej woni, ukojeniem, stołem zastawionym w dobra, wobec których jak mała dziewczynka z oczarowaniem chwytam się za głowę, wytrzeszczam oczy, staję na palcach nóg i dreszczem zachwytu dziecięco mówię ”Ooooo……..!

To nie kraina czarów, to pastwisko Dobrego Pasterza. Pamiętam Go z palestyńskich wędrówek nasłuchującego: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się”, Moja córka jedynaczka jest bliska śmierci, „Nauczycielu, spojrzyj, proszę na mego syna, duch chwyta go, targa tak, że się pieni”. Uczyłam się Go niedawno: w Godzinie Jego Męki, gdy Bóg Go wspomagał tak, że był „nieczuły” na obelgi, że twarz uczynił jak głaz odporną na cierpienie, że jej nie zasłonił przed zniewagami i opluciem, że podał grzbiet swój bijącym Go, a policzki rwącym Mu brodę, że Jego język był wymowny tylko wtedy, gdy miał przyjść z pomocą utrudzonemu przez słowo krzepiące. Przychodzę do Niego: do mojego Dobrego Pasterza, Prawdziwego Pasterza – Tego, który sam przeszedł przez najciemniejszą dolinę: śmierci, całkowitej samotności. Wiatr Ducha Świętego, jak na skrzydłach przynosi mi słowa o Kamieniu, którego odrzucili budujący, ale On w niepojętej dla mnie pokorze jest większy od ludzkiego odrzucenia. Nie zraża się, nie broni, nie szuka argumentów. „Ja Jestem” i nigdy tego w sobie nie zmieni. Odrzucony Kamień a jednak Węgielny! Oddaje inaczej: pochyleniem nad człowiekiem, by był dzieckiem Boga i przynosi go – jak owcę – na pastwisko, gdzie Jego bliskość jest niemalże widzeniem: początkiem spełnienia obietnicy, że będziemy do Niego podobni. Niechciany, a wciąż puka, wprasza się…. bo… jest Dobrym Pasterzem.

Mój Jezu, dziękuję za każde Twoje „Ja Jestem”: Drogą, Prawdą, Życiem, Zmartwychwstaniem, Bramą, Dobrym Pasterzem, Winnym Krzewem…Powtarzasz je jak refren w moim życiu i wszystko nim we mnie przemieniasz. Już nie chcę inaczej. Chcę jak Ty… być dobrą pasterką, aby owce miały życie w obfitości. Wiem, to znaczy… oddać życie. Sama nie umiem, ale jest taka Obecność, która wszystko zmienia, w której jest moc. Chowam się w niej i słyszę: „Ja Jestem”…

Podziwiam Was, Dobre Pasterki, żony, matki, kobiety, dziewczęta, siostry; wy, które niczego innego tak bardzo nie pragniecie, jak nieba na ziemi i… oddajecie życie, by ktoś: mąż, syn, córka, uczeń, pacjent, sąsiad, ktoś nieznany, miał je w obfitości.

s. Bernarda Pogoda SSpS

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s