Aby cię strzegli!

Wielki Tydzień rozpoczęłam od kilku dni w szpitalu z córką. Niby nic bardzo poważnego, ale badania nie wyszły tak jak powinny. Przed nami więc kolejna seria. W nocy w szpitalnej kaplicy wlałeś mi serce swoje intencje – bym modliła się litanią nocy za Twoje sprawy, za chorych, umierających, za lekarzy…

Wyszłam ze szpitala prosto na Triduum Paschalne. I od razu dostałam wiadomość o znacznym pogorszeniu się stanu zdrowia mojej od kilku lat chorej mamy. Wizyta u lekarza i ogromny niepokój związany z jej niechęcią pójścia do szpitala. Udało się wynegocjować, że do szpitala pójdzie po świętach. Jej stan pogarszał się z dnia na dzień, jednak jej upór niestety się nie zmniejszał.
Nadszedł Wielki Piątek. A wraz z nim kompletny brak sił. Wpadnięcie w otchłań pustego grobu bezsilności. Że tak po ludzku nie można pomóc komuś, kogo się kocha. Zejście do szeolu. Doświadczenie nicości i pustki. Pomyślałam, że może na moment dałeś mi odczuć stan ducha i serca mojej mamy, która wciąż nie bardzo chce wpuścić Cię do swojego życia… I ogarnął mnie Twój smutek i Twoja tęsknota za każdą duszą, która Cię odrzuca i nie potrafi przyjąć. Wpatrywałam się w krzyż. I tylko stamtąd czułam umocnienie…
Kiedy w Wielką Sobotę przyszłam do kościoła ze święconką, zatopiłam się w stojący po środku kościoła krzyż. Przytuliłam się do niego i trwałam w dłuższej modlitwie. Wylałam wraz z łzami do Ciebie całe moje serce i stan ducha. Czułam jak pozwoliłeś mi w ten krzyż wrosnąć. Poczułam też, że zalała mnie Twoja krew i miłosierdzie i że zszedłeś z krzyża, taki zakrwawiony i pełen ran i przytuliłeś mnie. I tchnąłeś we mnie swojego Ducha, który dał mi nową siłę na kolejne dni.
Wciąż jednak czułam że spadam coraz niżej, choć jednocześnie wiedziałam, że jestem chroniona Twoją krwią. I że Anioły mnie niosą na rękach, gdy nie mam siły zrobić już ani jednego kroku, ani jednego oddechu. Przecież mówisz to do mnie w Psalmie 91:

Bo swoim aniołom dał rozkaz o tobie, aby cię strzegli na wszystkich twych drogach. Na rękach będą cię nosili, abyś nie uraził swej stopy o kamień.

W sobotę zstąpiłeś do szeolu. Po mnie również. Twa przebita dłoń podniosła mnie. I na nowo zrozumiałam, co to znaczy że w Twoich ranach jest moje uzdrowienie. Że każdą moją ranę Ty bierzesz na siebie. Że każdy mój ciężar Ty bierzesz na swoje ramiona. Że krew z Twych ran nieustannie mnie chroni i oczyszcza. Że jesteś ze mną w każdej otchłani, do której sama się spycham, lub do której na jakiś czas spychają mnie trudności. Że bez krzyża i cierpienia nie można w pełni zrozumieć tajemnicy Twojego wcielenia i Zmartwychwstania…
Potem na chwilę wydobyłeś mnie mnie z mojej ciemności. Wziąłeś mnie za rękę i sprawiłeś, że znowu na moment zmartwychwstałam. Że otulił mnie blask i ciepło Twego światła. Że zakwitł krzyż i nakarmił mnie…
Stan mamy nadal pogarszał się, a ona dalej odmawiała pójścia do szpitala, czekając na wtorek. W niedzielę było już bardzo źle. W poniedziałek rano wezwałam karetkę. Cały dzień spędziłam w szpitalu na ostrym dyżurze i potem na oddziale intensywnej terapii. Na wieczornej poniedziałkowej Mszy nie miałam prawie siły oddychać. Plecy bolały mnie, jakbym cały czas niosła na nich belkę krzyża…
Czułam siłę modlitwy innych ludzi za mnie. Czułam jak co chwila te modlitwy podtrzymują mnie i podnoszą. Czułam Twoją obecność obok mnie, nade mną, pode mną, za mną, przede mną. Czułam się kompletnie bezsilna, a jednocześnie całkowicie Tobą otulona…
Przez cały ten czas, przez wiarę uwielbiałam Cię we wszystkim co się działo i oddawałam Ci chwałę każdą łzą, każdym żalem, każdą złością, bezsilnością, brakiem nadziei, każdym roztargnieniem i niemocą.
I potem nagle po kilku dniach, gdy moja mama nadal balansowała na granicy życia i śmierci poczułam jak to, że na Golgocie wykonało się, uwolniło mnie od ciężaru tych wszystkich dni. Poczułam Twoją wolność. I moje serce znów zaśpiewało pieśń wolności, a ręce same zaczęły podnosić się w geście do Ciebie, do Nieba. I słowa z pieśni TGD To mej wolności pieśń, już nic nie trzyma mnie… stały się moją rzeczywistością.
Przebłyski Twej obecności pozwoliły mi przetrwać te najcięższe dni. Kiedy spadałam coraz niżej w bezsilność, Ty pokazywałeś mi, że w tym wszystkim jest Twój plan i Twoja wola. Że jesteś Panem czasu i masz władzę, by rzeczy mogły wydarzać się niezależnie od tego, że po ludzku nie są do koca możliwe.
Po raz kolejny pokazałeś mi, że jesteś Alfa i Omega, Początek i Koniec, Pierwszy i Ostatni.
I że poranek Zmartwychwstania może przyjść do mnie nawet w środku nocy. Jesteś Bogiem niepojętym w swojej mocy. Dziękuję Ci, że mogę tego doświadczać w moim życiu. Że pokazujesz mi, że im po ludzku trudniej, tym więcej Twojej łaski. Kocham Cię. Przenikaj mnie bez reszty i bez końca. Amen.

Katarzyna Piwkowska

Reklamy

One thought on “Aby cię strzegli!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s