Kot, który czekał na Znak

Podobno gdy narodził się Jezus, nad  dachami Betlejem pojawiła się Gwiazda. Była inna niż wszystkie, choć na pierwszy rzut oka wyglądała jak wiele innych gwiazd. Pulsowała światłem na nieboskłonie i wydawała się być większa niż inne. Czasami zmieniała światło i poruszała się, jak dziewczynka tańcząca na palcach – łagodnie, powoli, delikatnie. Nieboskłon nie zauważył z początku tej Gwiazdy, bo był zajęty zmianą pory dnia. Słońce szykowało się na spoczynek, Księżyc powoli wpływał na orbitę… gwiazdy przesuwały się szepcząc cicho. Wiatry rozwiewały kosmiczny pył, mgławice kłębiły się między planetami.

Jako pierwsi Gwiazdę dostrzegli pasterze, którzy w okolicy Betlejem paśli swoje stada. Tak przynajmniej głosi oficjalna wersja. Tymczasem był ktoś, kto dostrzegł Gwiazdę przed pasterzami. Ba, pierwszy znalazł się w stajence i powitał Nowonarodzone Dziecię.

Tym kimś był Kot. Miał cztery łapy, ogon, parę czujnych uszu i wielkie błyszczące oczy, które zwężały się i rozszerzały w zależności od pory dnia. Futro wylizywał przynajmniej dziesięć razy dziennie, nie dawał sobie dmuchać w kaszę i regularnie toczył bitwę z błąkającymi się po okolicy kundlami. Ot, kot, jakich wiele w Betlejem. Jakiego koloru miał sierść, spytacie? Jedni twierdzą, że był bury, inni – że czarny. Jeszcze inni zaprzeczą, bo czarny kot podobno przynosi same nieszczęścia, więc nie mógłby powitać Dzieciątka jako pierwszy…  Tymczasem historii na jego temat było tak wiele, że właściwie ciężko powiedzieć, jakiego był koloru. Tak naprawdę nie ma to żadnego znaczenia w tej historii.

Kot bowiem miał wyjątkowy dar dostrzegania takich rzeczy, które inne koty nie interesowały. Ba, nawet nie przypuszczały, że mogłyby one istnieć wokół nich, dlatego też często traktowały go z pogardą, wyśmiewając i przedrzeźniając. Gdy tylko odchodził urządzały prześmiewczą kocią muzykę pod jego adresem lub prychały z niezadowoleniem. Kot nic sobie z tego nie robił, bowiem wiedział, że ma bardzo ważne zadanie do spełnienia i nie może go nie wykonać. Miał dostrzec Znak, który zapowiadał wielkie zmiany dla całego świata. Każdego dnia pilnie wypatrywał zmian na niebie, wodzie i w powietrzu, czekając na Znak. Niestety, mijały dni, tygodnie i miesiące ale Znaku nie było.

Pewnego dnia postanowił odwiedzić starego Rabina, który mieszkał na uboczu w małym domku. Rabin był bardzo mądrym nauczycielem w miejscowej synagodze, poważanym i szanowanym przez wszystkich mieszkańców. Gdy Kot był małym kocięciem i porzuciła go jego matka, Rabin przygarnął go i zatroszczył o niego. Wykarmił go, ogrzał i pozwolił zostać w swoim domu. Kocię dorastało w obecności mądrych ksiąg, które Rabin cały czas studiował. Kot nie umiał powiedzieć, ile rabin miał lat – jego dłonie były bardzo pomarszczone, a twarz zapadnięta. Prawie w ogóle nie miał włosów, a te nieliczne były białe niczym sierść  abisyńskiej kotki. Gdy Kot dorósł, postanowił odejść od Rabina ale często do niego wracał i zawsze mógł liczyć  na serdeczną gościnę i kawałek ryby lub miskę świeżego mleka.

Nie było dnia, żeby ktoś o rabina nie zapytał. Byli to miejscowi, pragnący zasięgnąć rady ale  także obcy ludzie, których Kot widział pierwszy raz w życiu. Uważnie obserwował każdego przybysza.  Przyjeżdżali do niego zmęczeni drogą ludzie o strapionych obliczach i zakurzonych sandałach. Kot uważnie obserwował każdego z nich. Czasami sandały były tak zakurzone że trudno było powiedzieć, jaki mają kolor – oznaczało to, że przybysz jest z bardzo dalekich stron. Rabin z każdym rozmawiał cierpliwie wysłuchując co gość ma do powiedzenia, nawet jeśli mówił w obcym języku. Kot uważnie obserwował wszystko i zapamiętywał, a pamięć miał doskonałą.

To właśnie Rabin powiedział mu o Znaku, którego wypatrywał całe swoje życie. Pewnej nocy, gdy Kot był jeszcze Kocięciem, człowiek o zmarszczonej twarzy płakał w trakcie modlitwy. Szeptał coś o Znaku, o nadejściu Króla, który będzie wybawieniem dla Izraela. Długo siedział z twarzą ukrytą w dłoniach, więc Kocię, niepewne nieco, postanowiło go pocieszyć. Cichutko zeskoczyło z posłania i podeszło do człowieka, mrucząc niepewnie. Rabin wyciągnął dłoń i pogłaskał  Kocię, i zaczął opowiadać. Właściwie nie wiedzieć czy do siebie, czy do tego małego stworzenia, które ufnie przytulało się ciepłym ciałkiem do jego starych zmęczonych kości, opowiadał historię swojego narodu, historię oczekiwania na Znak, na nadzieję i zmianę, która uzdrowi cały świat i przyniesie pokój i radość dla całego Izraela. Martwił się, że jest tak bardzo stary, że nie da rady ujrzeć tego Znaku, dlatego Kocię postanowiło, że mu pomoże. Od tamtej nocy stało się Kotem, codziennie wypatrującym Znaku.

Tego wieczoru, gdy Kot postanowił odwiedzić Rabina, zbierało się na deszcz. Niebo zasnuły chmury i nieprzyjemny wiatr wiał po wąskich uliczkach. Kot przyspieszył tempa. Nie chciał zmoknąć a jego futro było wyjątkowo starannie wylizane. Dotarł do domu Rabina tuż przed pierwszymi kroplami deszczu. Zwinnie przeskoczył przez próg i wszedł do środka. Rabin leżał na posłaniu, ciężko oddychając. Widać było, że źle z nim. Kot wskoczył na posłanie i położył się obok niego. Czuł, że człowiekiem wstrząsają dreszcze, ciężko oddycha jakby brakowało mu powietrza. Rabin ostatkiem sił położył na Kocie dłoń i umarł. Kot leżał jeszcze chwilę, czując jak siły człowieka słabną, aż bezwładna dłoń zrobiła się nagle ciężka i zsunęła się z jego grzbietu na posłanie. Zapadła wielka cisza, w której kot słyszał tylko swoje własne mruczenie i nagle zrobiło mu się smutno. Zamiauczał żałośnie, ale nikt mu nie odpowiedział. Wstał, podszedł do twarzy leżącego człowieka i delikatnie trącił nosem jego policzek. Nic to nie dało. Kot poczuł nagle wielki przypływ kociego smutku. Nigdy tego nie doświadczył i teraz to uczucie zalewało jego kocią duszę aż zaczął żałośnie miauczeć. Wybiegł przed dom miaucząc i zawodząc. Jakaś kobieta z sąsiedniego domu przerwała pracę w ogrodzie i podeszła sprawdzić, co się stało. Weszła do domu Rabina i nagle Kot usłyszał przeraźliwy krzyk. Przeraził się, przestał miauczeć i uciekł tak szybko, jak tylko mogły ponieść go  jego cztery łapki.

Rabin został pochowany z honorami, ludzie przeżywali po nim żałobę tak, jak to mieli w ludzkim zwyczaju. Jego pogrzeb przyciągnął wielu znakomitych obywateli, niektórzy mieli bardzo brudne sandały. Kot obserwował uroczystości kryjąc się w gałęziach drzewa, które rosło tuż obok cmentarza. Czuł smutek, mimo że był Kotem. Postanowił sobie, że będzie wypatrywać Znaku, o którym mówił mu Rabin. Będzie czujny i to on powiadomi ludzi o wielkiej zmianie dla Izraela i całego świata.

Mijały dni, tygodnie i miesiące. Kolejny rok przyszedł i przeminął. Kot zmężniał, sierść mu zgęstniała. Jego dumą i chlubą był puszysty ogon, który skutecznie wabił piękne kotki i odstraszał innych samców. Pielęgnował go starannie i nadal wyglądał Znaku. Aż nadszedł czas gdy do Betlejem zjechało się mnóstwo ludzi, gdyż zarządzono spis powszechny. Dla Kota oznaczało to więcej hałasu i potencjalnych przysmaków od ludzi, a że umiał o nie prosić, nie narzekał na pusty żołądek. Pewnego wieczoru siedział najedzony i zadowolony na przedmieściach Betlejem w zaułku pewnego domu i wylizywał starannie swoją sierść, gdy nagle poczuł coś dziwnego. Coś jakby niewidzialna fala przepłynęła nad jego głową mierzwiąc mu futro na karku… poderwał się i wybiegł z kryjówki.
Zapadał zmrok. Przepełnione gospody ledwo mieściły przyjezdnych, którzy zachowywali się głośno i dyskutowali w dziwnych dialektach. Kot przemykał pod ścianami domów, unikając zderzenia z pijanym młodzieńcem, który szedł coś bełkocząc i zataczając się. Zbiegł ulicą w dół, do synagogi. Niedaleko niej stał dom bogatego człowieka. Postanowił zarobić dodatkowe pieniądze i wynajął podróżnym wolne pomieszczenia, dziś ludzi było tyle, że nocowali nawet w stajni. Kot przebiegł dalej uważnie obserwując otoczenie. Ludzie szli w różnych kierunkach, jakiś mężczyzna prowadził na postronku barana. Jego żona, otulona szczelnie welonem, prowadziła za rękę zmęczonego chłopca. Kot spojrzał na ich stopy – mieli bardzo zakurzone sandały. Ludzie przyjeżdżali na spis powszechny do miasta swojego pochodzenia z całego kraju. Niektórzy pokonywali pieszo olbrzymie odległości, szli tak wiele dni że tracili rachubę. Kot nie był zadowolony z tego całego zamieszania, w tym hałasie łatwo będzie przeoczyć Znak, pomyślał.

Nagle na końcu ulicy usłyszał jakiś harmider. Kobiecy głos, pełen płaczliwej prośby i gniewna odpowiedź jakiejś kobiety. Kot zaciekawiony przystanął. Młoda kobieta z wielkim brzuchem płakała, wsparta o zmęczonego osła. Obok niej starszy mężczyzna próbował coś tłumaczyć grubej kobiecie w gęstej zasłonie na głowie. Tamta jednak z gniewem wyrzuciła w górę ręce i nakrzyczała na niego. Weszła do domu i zatrzasnęła drzwi. Mężczyzna westchnął zrezygnowany i odwrócił się do ciężarnej kobiety. Kot wiedział, że u ludzi to oznacza, że wkrótce pojawi się ich ludzkie młode. Dziecko, jak je nazywają. Sam był ojcem kilku kociąt, widział też niejeden raz jak wygląda ludzkie dziecię. Miał odejść w swoją stronę, gdy znów poczuł na karku to dziwne muśnięcie…. Nastroszył uszy i rozejrzał się dookoła. Nic dziwnego jednak nie zauważył. Dziwna sprawa, pomyślał. Trzeba być czujnym, pomyślał i usiadł by wylizać  futro z obydwu stron brzucha. Gdy podniósł głowę, kobieta w ciąży, jej mąż i osioł zniknęli. Kot zawrócił. Nadchodziła pora wypatrywania  Znaku. Musi zdążyć dobiec do swojej kryjówki na wzgórzu. Jak cień prześlizgnął się między domami, przeskakując kanał z nieczystościami zręcznym ruchem. W ostatniej chwili odskoczył na bok unikając stratowania przez konie – żołnierze rzymscy galopowali gdzieś przed siebie, pewnie kogoś ścigają. Jeszcze kilka metrów i zostawił za sobą zabudowania. Wbiegł na wzgórze, wspiął się na drzewo. Usiadł na swojej gałęzi. Przed sobą miał przepiękny widok na rozległe pola i wzgórza okalające Betlejem. O tej porze roku nie było to nic specjalnego, Kot nie należał do gatunku, który podziwia płaskowyże i połacie traw. Tylko ludzki gatunek znajduje w tym upodobanie. On miał inną misję, czekać na Znak.

Dostrzegł Ją, gdy zamigotała nieśmiało na nieboskłonie. Niebo w tym miejscu jeszcze nie przeszło w nocne barwy, słońce rzucało ostatnie wiązki światła na chmury. Gwiazda pojawiła się i zabłysnęła, po czym zgasła i zapaliła się ponownie. Jakby nadawała sygnał statkom płynącym po morzu. Kiedyś Rabin opowiadał swojemu uczniowi o morskich latarniach które w nocy wysyłają sygnały płynącym łodziom i statkom, ostrzegając je przed rozbiciem się o skały i wskazując drogę do portu. Kot zapamiętał tę historię, choć udawał że śpi na nagrzanym parapecie. Teraz przypomniała mu się, gdy Gwiazda po raz kolejny zamigotała i zgasła. I znowu. I jeszcze raz.

Nagle rozbłysła mocnym jasnym światłem, odmiennym od wszystkich innych gwiazd, które kiedykolwiek pojawiły się nad Betlejem. Kot poczuł znów jak przez kark przechodzi znajoma fala mrowienia. To Znak! Pomyślał i nagle serce zaczęło bić mu bardzo szybko. Gwiazda świeciła coraz mocniej, powiększała się i jaśniała blaskiem, którego nigdy dotąd nie widział. Usłyszał szum wiatru, dziwny szum, a w nim śmiechy i szepty… płacz Dziecka…  śmiechy i szepty przerodziły się w cichy śpiew… Kot wiedział. Po prostu wiedział. Ta Gwiazda była Znakiem, o którym opowiadał mu Rabin! Musi odnaleźć to miejsce, w którym pojawił się Król! Musi tam być! Natychmiast! W jednej chwili Kot zeskoczył z drzewa i popędził przez równinę w stronę Gwiazdy. A Ona pulsowała łagodnie światłem niespotykanej urody, które nie raziło i nie męczyło oczu. Kotu zdawało się, że zniżyła się nad horyzontem, jakby go prowadziła do celu… biegł coraz szybciej, przeskakując między trawami i krzewami, rosnącymi tu i ówdzie. Instynkt kierował go w stronę zabudowań, które zamajaczyły na horyzoncie. Nie widział ich wcześniej, z oddali ale gdy dobiegł bliżej, zauważył, że Gwiazda rzuca ciepłe światło właśnie na to miejsce. Z oddali dobiegał płacz Dziecka. Kot zwolnił tempo, odczuwał zmęczenie na dodatek coś wbiło się mu w tylną łapkę. Pewnie cierń, pomyślał, ale nie zatrzymał się. Dobiegł do niskiego budynku, które wyglądało na szopę dla bydła. Była zaniedbana, opuszczona i widać było, że od dawna nikt tu nie zatrzymywał się na popas. Nieopodal stała krzywa studnia z przewróconym korytem. Kot podszedł do wejścia i ostrożnie zajrzał do środka.

Poznał Ją od razu. Ta Kobieta, to ta sama, którą widział przed domem kilka godzin wcześniej, gdy płakała wsparta o osiołka. Leżała wsparta na boku na prowizorycznym legowisku zrobionym z płaszcza a obok niej leżało płaczące Niemowlę. Było nagie, bezbronne i okryte zasłoną którą Kobieta wcześniej okrywała włosy. Za nimi klęczał wzruszony Mężczyzna. Widać było łzy płynącej po ogorzałej zmęczonej twarzy. Kot odruchowo popatrzył na jego stopy: miał zniszczone sandały pokryte kurzem. Nagle koło Kota stanęła jakaś postać. W tym samym momencie poczuł jak sierść staje mu dęba na karku.

– Kim jesteś – warknął kładąc uszy ostrzegawczo. Nikogo nie zauważył, ale na wszelki wypadek  cofnął się nieco i schował za róg budynku – pokaż się albo będziesz mieć ze mną do czynienia!

W odpowiedzi usłyszał cichy śmiech. I znów coś zmierzwiło mu sierść na karku. Kot odskoczył jak oparzony, teraz nawet włosy na ogonie miał nastroszone.

– Nie bój się, Kocie – usłyszał piękny melodyjny głos – nie zrobimy ci krzywdy. Znalazłeś Znak!

– Skąd o nim wiesz – warknął nieufny Kot, dla pewności oglądając się za siebie. Nikogo nie widział. – skąd wiesz o Znaku?

– Jestem aniołem, Kocie – odparł Głos a powietrze lekko zafalowało. Aniołem? Kot znieruchomiał przez chwilę. Zaraz, Rabin wspominał coś o aniołach… – tak, Kocie. Aniołem. Jest nas tutaj wielu, bo zwiastujemy światu wielką radość. Znak który pojawił się na niebie oznacza że przyszedł na świat Król. A my jesteśmy Jego sługami i ogłaszamy całemu stworzeniu Jego chwałę!

Kot zatrzymał się. Teraz zaczynał rozumieć choć irytowało go, że nie widzi swojego rozmówcy. Zdecydowanie lepiej by się  czuł, gdyby…

– Spójrz, Kocie – powietrze zafalowało i tuż przed kocim nosem pojawiła się postać jakby utkana ze światła. Dziwne, patrzę na światło a jednak dobrze widzę, pomyślał Kot. Anioł roześmiał się – Kocie, nie bój się. Jestem Aniołem przysłanym przez Boga. Jesteś pierwszą istotą która dostrzegła Gwiazdę, wiemy, że czekałeś na ten Znak i twoja cierpliwość została nagrodzona. To Dziecko, które płacze w środku jest Mesjaszem, Królem, który zmieni historię tego świata. A ty wierny mądry Kocie, w nagrodę za cierpliwość jako pierwszy będziesz mógł Je powitać. Śmiało, wejdź do środka! Nie bój się!

Anioł wyciągnął dłoń i Kot nieufnie wystawił nos, żeby ją obwąchać. Nie pachniała niczym mu znanym, dla ścisłości – nie pachniała w ogóle. Poczuł znów znany dreszcz , jakby prąd przebiegł po jego nosie i odsunął się. Anioł roześmiał się perliście i Kotu się to nie spodobało.

– Wszystko rozumiem – pomyślał patrząc spode łba – ale nie uchodzi żartować z Kota. I to takiego, który pierwszy dostrzegł Znak na niebie…

Tymczasem Gwiazda rosła, jakby pęczniała, rozrzucając dookoła siebie coraz piękniejsze światło. Nie było ono światłem słońca, ani księżyca. Gwiazda mieniła się kolorami choć była cały czas w tym samym odcieniu. Inne gwiazdy odsuwały się od niej, jakby przerażone tym, że nie są w stanie świecić jak Ona. Kot usłyszał przetaczające się nad głową dźwięki i po chwili anielskie głosy zaśpiewały coś czego nie rozumiał, ale uznał, że skoro już tu jest, wejdzie i sprawdzi, jaki jest ten Król… ciekawość wrodzona jego gatunkowi powoli zastępowała irytację. Kot ostrożnie podszedł do wejścia i powoli wsunął się do środka. Dziecko nie płakało, Kobieta karmiła je właśnie piersią. Wpatrywała się w nie uważnie i z czułością, jej długie czarne włosy rozsypały się dookoła jej twarzy jak peleryna. Mężczyzna tymczasem rozpalał w kącie ogień. Oporządził zmęczonego osła, przyniósł koryto i napełnił je wodą ze studni. Kobieta przestała karmić Dziecko, owinęła je szczelnie w zasłone i rozglądnęła się. Obok niej stał kamienny żłób.

– Józefie – poprosiła mężczyznę – czy mógłbyś włożyć do żłobu siano? Chciałabym odłożyć Dziecko, niech odpocznie.

Mężczyzna zrobił jak poprosiła. Do żłobu włożył zeszłoroczne siano, którego spore ilości walały się po kątach. Nałożył go sporo i delikatnie wziął od Kobiety zawiniątko z Dzieckiem. Przeniósł je tam i położył. Kot ostrożnie obszedł pomieszczenie i stanął z boku. Uruchomił wszystkie swoje zmysły, ciekawy jak pachnie Król i Mesjasz. Wyczuwał woń zwierząt, które dawno temu przesiadywały w tym pomieszczeniu, intensywną woń siana i starego osła, który miał mokrą sierść. Kot skrzywił się nieco. Co jak co, ale o futro to trzeba zadbać! Wyczuwał woń zmęczenia i obcego wiatru, który ze sobą przynieśli podróżujący. Wiatr, deszcz i piasek, który przez wiele dni im towarzyszył. Tak samo pachnieli podróżni odwiedzający dom Rabina… Tymczasem Kobieta położyła się, zmęczona na legowisku. Mężczyzna przykrył ją sianem i połą swojego płaszcza i zabrał się za przygotowanie posiłku. Kot ukradkiem podszedł do żłobu i bezszelestnie wskoczył na jego brzeg. Dziecko spało zawinięte w kawałek materiału, z rączkami przy malutkiej buzi. Ciemne włosy okalały malutkie czoło, Kot nie zauważył nic specjalnego. Wyczuł woń matczynego mleka, zapach skóry ludzkiego dziecka. Siano, które go ogrzewało i lekko stęchłą woń kamiennego starego żłobu. To tak wygląda Król i Mesjasz? Pomyślał zawiedziony.

Tymczasem Dziecko poruszyło się we śnie, mamrocząc coś do malutkich piąstek. Kobieta przebudziła się i z trudem wstała z legowiska. Podeszła do żłobu i wtedy dostrzegła Kota. Cofnął się, czujnie stawiając uszy. Zasyczał ostrzegawczo.

– Nie bój się, Kocie – powiedziała łagodnie Kobieta  opierając się  o żłób – nie zrobię ci krzywdy. Patrzysz na mojego Synka? – głos jej złagodniał, spojrzała na Dziecko i uśmiechnęła się. – On jest taki doskonały… taki maleńki… a ja nie mam nawet w co Go ubrać. Boję się, że zmarznie i zachoruje… Nie mam Go jak ogrzać. – głos Kobiety posmutniał. Kot spojrzał na Jej twarz i dostrzegł że po policzku spływa niewielka łza. Zadrżało jego kocie serce. Przypomniał mu się dom Rabina i jego łzy, gdy mówił o Znaku, na który tak wiele lat czekał. Ostrożnie podszedł do Kobiety i otarł się o jej dłoń, mrucząc cicho. Kobieta podniosła głowę i uśmiechnęła się do zwierzęcia a potem delikatnie go pogłaskała. Kot zsunął się do wnętrza żłobu i ostrożnie, żeby nie przygnieść ludzkiego Dziecka swoim ciężarem, ułożył się obok Chłopca. Nie przestawał cicho mruczeć. Kobieta znieruchomiała.

– Józefie, Józefie, podejdź tu szybko! Mężczyzna krzątający się po wnętrzu szopy podbiegł do niej przestraszony.

– Co się dzieje, Miriam? Gdzie nasz Syn? – ale Kobieta położyła mu palec na ustach i wskazała palcem na żłób.

– Spójrz, Józefie… spójrz, ten Kot ogrzewa Jezusa swoim futrem… wygląda jakby specjalnie tutaj przyszedł – uśmiechnęła się . Wygląda na to, że Jezus ma przyjaciela. Jest pod dobrą opieką, Józefie. Ja położę się, jestem bardzo zmęczona.
Józef pomógł jej wrócić na legowisko. Miriam  po chwili zasnęła. Tymczasem Kot ogrzewał swoim ciepłem Dzieciątko, które co jakiś czas cichutko kwiliło. Wówczas Kot zaczynał mruczeć nieco głośniej, opowiadając Dzieciątku historię swojego kociego życia. Ogrzewał Chłopca przez całą noc, a gdy nad ranem pojawili się pasterze z darami, Kota już nie było.

EPILOG.

Nad Jerozolimą poczerniało niebo. Ciężkie chmury nagle zasłoniły słońce, zapadł zmierzch… przerażeni ludzie uciekali w panice do swoich domów – była dopiero trzecia popołudniu. Przez powietrze przetoczył się grzmot. Jeden, drugi, trzeci. Błysnęło. Piorun przeciął niebo na pół i nagle zatrzęsła się ziemia. Budynki skakały niczym oszalałe, trzęsły się kupieckie składy i dachy warsztatów. Domy ubogich i bogate rezydencje z ogrodami i tarasami, trzęsła się także świątynia…. Przerażeni ludzie z krzykiem uciekali w popłochu, ściany pękały…

W miejscu zwanym Święte Świętych zasłona tkana przez najznamienitsze dziewice służące w świątyni, przedarła się z trzaskiem na pół. Kapłani padli na twarz. Drogocenne nici pękały z trzaskiem do wtóru huku pękających ścian…

Nagle wszystko umilkło. Jakby ktoś uciął nożem huk, hałas i zgiełk. Słychać było dobiegający z zewnątrz krzyk przerażonych ludzi. Gdy pył i kurz powoli opadły, arcykapłan zobaczył rozdartą zasłonę. Zdawało mu się, że z przerwanych drogocennych nici na popękaną posadzkę Świętego Świętych kapią krople krwi… w uszach rozbrzmiał mu krzyk „krew Jego na nas i na dzieci nasze!”

Arcykapłan upadł na zakurzoną posadzkę. Zemdlał.

Na wzgórzu Golgota, miejscu nie tyle ważnym, co haniebnym, grupka ludzi wpatrywała się w jeden z trzech krzyży. Żołnierz w rzymskiej zbroi, z zakrwawioną twarzą klęczał szlochając i modląc się do Boga, którego nigdy tak naprawdę nie znał. Zapłakana kobieta klęczała u stóp środkowego krzyża. Zanosiła się płaczem. Obok niej klęczała druga kobieta, otulona zasłoną, wsparta o ramię wysokiego młodzieńca. Jej twarz przeorana bólem wyrażała bezdenną rozpacz. Młodzieniec przytulał ją do siebie tak jak przytula się matkę. Na krzyżu wisiało zmasakrowane ciało dorosłego Mężczyzny, bezwładne i pokrwawione.

Z Nieba spadły pierwsze krople deszczu.

Siedzący nieopodal Kot płakał.


Magda Gałka

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s