Biada mi, gdybym nie głosiła Ewangelii…

Jest druga w nocy. Chce mi się spać, ale muszę napisać Wam to teraz, dopóki mam natchnienie. Dopóki moje refleksje są świeże, dopóki jestem pełna zapału. Chcę wyciągnąć do Was rękę.

Poczułam dzisiaj (a właściwie wczoraj) ogromną radość. Pomimo tego, że cierpię z powodu cierpienia, które dotyka moich bliskich. Pomimo tego, że wiele trudności zalega w moim sercu. Nie będę Wam pisać szczegółów napełnienia tą radością, bo trwałoby to zbyt długo. Nie miałam jednak szczególnych powodów, żeby aż tak bardzo rozradować się życiem. Naprawdę rzadko mi się to zdarza. Ale Pan Bóg, tak po prostu postanowił obdarować mnie poczuciem szczęścia.

Nie chciałam zachowywać Go tylko dla siebie. Chciałam podzielić się nim z innymi. Zaczęłam się zastanawiać czy nie lepiej by było, gdyby ta radość odeszła ode mnie i przyszła do kogoś innego. Najwyraźniej Bóg miał plan w tym, że dał ją właśnie mi. Zresztą, radość, którą daje Bóg jest nieskończona. Każdy może zostać nią obdarowany. Może nie w tej chwili, ale Pan, dla każdego z nas zaplanował wieczną radość w Niebie. I wszystko, czego doświadczamy tutaj, na Ziemi ma nas do tej radości zaprowadzić. Bóg może posłużyć się wszystkim, żeby doprowadzić do naszego zbawienia.

Najważniejsze jest to, co zrobił dla nas Jezus, kiedy był tutaj, na Ziemi. Nadal tu jest. Nie opuścił nas nigdy. Jednak mam na myśli to, co zrobił na krzyżu. Mam na myśli Jego mękę w Ogrójcu, Jego biczowanie, ukoronowanie cierniem, drogę krzyżową, a na końcu śmierć. Choć właściwie nie można nazwać tego końcem. Po śmierci przyszło zmartwychwstanie. I to zmartwychwstanie może przyjść do każdego z nas, jeśli tylko przyjmiemy Jego do swojego serca.

Zbawienie może być udziałem każdego. Każdego kto zapragnie je po prostu przyjąć. Żyć w zgodzie z przykazaniami, to jasne. Ale cóż to za trud, kiedy uwierzymy co Chrystus zrobił dla nas? Jak bardzo nas umiłował? Jego Prawo zostaje wtedy wyryte w naszych sercach. Pragniemy je wypełniać. To nie jest coś, co nas zniewala, ogranicza. To coś co wypełnia pustkę w naszym życiu. Owszem, po ludzku bywa trudne, ale dzięki temu, że walczymy z Chrystusem, potrafimy odnaleźć w tym radość.

Czy my w to wierzymy? Jak możemy być obojętni wobec Boga, który zrobił dla nas coś tak niewyobrażalnego? My, którzy uważamy się za katolików, chrześcijan? Jak możemy nie ogłaszać światu tej wspaniałej nowiny? Jesteśmy słabi, grzeszni. Jesteśmy poranieni przez grzech, przez ból, którego doświadczaliśmy ze strony innych ludzi. Jednak Bóg jest od tego silniejszy. Jego chwała jest większa niż nasze zranienia.

Powinniśmy pragnąć z całego serca, aby Jego chwała została objawiona wszędzie.  Żeby każdy poznał, że Jezus jest Panem. Wierzę w Boga od paru lat i różnie z tą wiarą bywa. Ale kiedy pomyślę o tym czego z jego strony doświadczałam… Kiedy przypomnę sobie jak wygląda moje życie bez Niego, a jak wygląda moje życie z Nim. Bez Niego – pełne grzechu i cierpienia. Z Nim – pełne radości, pomimo ciemności, która mnie otacza. On uczynił i nadal czyni w moim życiu tak wiele. Uzdrawia mnie. Przemienia. Uwalnia mnie z lęków, przemienia. Uczy mnie kochać siebie, uczy mnie stawać się coraz piękniejszą kobietą. Przemienia moje relacje, sprawia, że jestem w stanie rozmawiać z ludźmi, z którymi rozmawiać nie potrafiłam, robię rzeczy, których wcześniej nie potrafiłam zrobić. Pomaga mi kiedy jestem w poważnych tarapatach i kiedy mam problem z rozwiązaniem zadania z matematyki. Kiedy spojrzę na Niego, na Jego miłość, na radość, którą mnie obdarza, myślę sobie… Ludzie, uwierzcie. Możecie być naprawdę szczęśliwi. Możecie iść przez morze, które Was nie zatopi. Przez ogień, w którym nie spłoniecie. Możecie radować się całą wieczność w Niebie. Czym jest chwila przyjemności wobec wieczności? Czy naprawdę warto wybierać grzech? Czy warto rezygnować ze zbawienia i wybierać potępienie? O to samo mogę zapytać samej siebie. Tylko Bóg ma moc, aby przemienić nasze serca. Może brakuje Wam wiary, może nie chcecie uwierzyć. On może sprawić, że będziecie chcieć. Tylko trzeba zadać sobie pytanie, czy ja posiadam chęć chcenia? I dlaczego?

Nie wiem, jak ja mogę nie głosić Ewangelii. Jak ja mogę nie żyć tym z dnia na dzień, z minuty na minutę. Jak ja mogę oddalać się od Boga. Jak ja mogę wierzyć swoim lękom bardziej niż Jemu. Przecież tyle razy pokazywał mi, że jest Bogiem. Że jest wszechmocny. On wie dlaczego tak się dzieje w naszym życiu. Dlaczego w naszym życiu dzieje się tak, a nie inaczej. Dlaczego wciąż upadamy. Dlaczego odchodzimy. Wpadamy w rozpacz i zniechęcenie. On to wszystko wie i dopuszcza to, bo kocha. Ma dla nas plan. Wie co robi. Można się czasem zirytować, kiedy słyszymy po raz milionowy to samo. „Bóg Cię bardzo kocha i ma dla Ciebie wspaniały plan”. A tymczasem wszystko nam się wali. Ale to prawda. Jakkolwiek to nie brzmi w Twoim sercu, czy to przyjmujesz, czy nie, On kocha. I chwała Mu za to.

Anna Aniśko

Reklamy

One thought on “Biada mi, gdybym nie głosiła Ewangelii…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s