Historia pewnego poranka

Dziś poranek był pochmurny i lekko oziębły. Nie powitał mnie szeroko otwartymi ramionami, nie przygarniał pachnącymi mgłą łąkami ani nie rozświetlił szyb gorącym blaskiem wschodzącego słońca. Ptaki kwiliły i świergotały w gałęziach drzew, na dachach bloków tańczyły gołębie. Łąki na horyzoncie rozpływały się w mlecznej mgle… niebo niemrawe, zaspane, naciągnęło na siebie kołdrę z bladych chmur.

Otworzyłam oczy pełna obrazów z przemijającego snu i utkwiłam wzrok w zielonej ścianie na wprost mnie. W kuchni grało radio, czułam zapach kawy. Mój mąż szykował się do pracy. Na moich nogach spał zwinięty Kot. Bure futro leniwie przylegało do moich kolan rozlewając się puszyście po kolorowej kołdrze. Drugi kot spał zwinięty w idealny okrąg na brzegu łóżka. Świergot ptaków, szum miasta za oknem, winda zatrzymująca się na piętrze wyżej… Pora wstawać, uświadomiłam sobie między jedną resztą sennej wizji a poczuciem zapadnięcia w kolejną… Zwalczyłam ten stan i dźwignęłam się. Bury Kot wstał razem ze mną, niechętnie i bez inwencji. Kotka spała nadal mimo, że szurałam kapciami.

Stałam na wprost kalendarza z kubkiem kawy i śledziłam kolejne dni. Na wpół śpiąca próbowałam przypomnieć sobie, co dziś ważnego mam do zrobienia… Pewnie znacie ten stan, gdy chwilę wcześniej pływacie po morzach i oceanach sennych wizji a w kolejnej sekundzie parzycie kawę, nastawiacie radio lub rzucacie budzikiem o ścianę? To był TEN właśnie stan. Stan zawieszenia między niebem a ziemią, snem a jawą. Stan walki z samym sobą, żeby nie powrócić w ciepłe i bezpieczne zaułki pościeli. Stan przygotowania do biegu codziennego i pełnego wyzwań… No więc ten stan właśnie mam na myśli. Świadomość nadchodzącego dnia była tak powalająca, że bez sił oparłam się o ścianę. Między jednym łykiem kawy a drugim analizowałam plan dnia, wyszukując najważniejsze sprawy i układając je w zgrabny scenariusz. Informacje, które trzeba przekazać mężowi, o czym mu przypomnieć, numery telefonów gdzie trzeba zadzwonić, ludzie, z którymi muszę się skontaktować… jeszcze zakupy, pranie, mycie naczyń, zmienić dziś pościel i posprzątać kotom kuwetę, aha i przygotować się na próbę, nie zapomnieć nut, buty na zmianę, śniadanie do pracy i może jakiś owoc na podwieczorek, zadzwonić do rejestracji, zdjąć pranie, powiesić pranie, poukładać książki, kupić mleko, chleb i wyjąć z zamrażarki mięso…

Czułam jak moje ciało napina się, szykuje do skoku w niebezpieczną otchłań dnia. Za chwilę w moim startowym doku rozlegnie się dzwonek i ruszę do wyścigu, biegu, sama, spięta, muszę się skoncentrować i jak najszybciej pobiec, żeby zdążyć, być najlepszą, najszybszą…. Aaaaa! Odłożyłam kubek na blat zbyt gwałtownie i oblałam się kawą. Ach jeszcze to, jak na złość… spierając plamę z podkoszulka spojrzałam w lustro mimochodem. Spojrzałam i przestraszyłam się.  To nie mogę być ja! Napięta twarz, zmęczona, z zaciśniętymi ustami i zmarszczonymi brwiami. Spojrzenie pełne złości i odpychający wyraz twarzy. Wpatrywałam się w lustro zaskoczona – to naprawdę jestem ja?

Zamknęłam oczy. Panie Boże nie chcę tak żyć! Daj mi proszę siłę ducha i mądrość, żebym nigdy przenigdy nie zapomniała, że w natłoku codziennych spraw są sprawy ważne i mniej ważne. Żebym umiała odpuścić, wyluzować, zwolnić krok. Żeby mój mąż nie oglądał mnie TAKIEJ – złej, rozczochranej czarownicy z grymasem niezadowolenia i zgorzknienia…. Nie chcę taka być, Panie Boże, powiedziałam do lustra głośno. A potem się uśmiechnęłam i poszłam szykować się do pracy.

A ty, jak zaczynasz swój dzień?

Magda Gałka

Reklamy

2 thoughts on “Historia pewnego poranka

  1. Jakbym czytała o sobie!! mój mąż czasami rano mówi że jakby obudził się przy innej kobiecie niż zasypiał.. uff, też nie chcę taka być 🙂 trzeba nad sobą pracować z Bożą pomocą pani Magdo damy radę 🙂

    Polubienie

    1. Myślę, że każda z nas przeżywała choć jeden taki poranek 🙂 Zbyt mało w nas pokoju, zbyt wiele lęku, napięcia i niepokoju. My kobiety mamy organizm bardzo wyczulony na napięcie i stres. Nasze ciało, psychika i duch połączone są w jeden cudowny mechanizm, wyjątkowo czuły i precyzyjny. Musimy o tym pamiętać. Każda z nas ma te same 24 godziny do wykorzystania, dla każdej z nas czas płynie jednakowo ale często o tym zapominamy. Myślę że problem tkwi w głowie każdej z nas a nie w tym, że czas biegnie do przodu…
      Tak jak Pani pisze, z pomocą Pana Boga wszystko da się zmienić 🙂 Mam taką modlitwę którą odmawiam w momentach pośpiechu i zagonienia. Mówię wtedy Bogu po prostu ” Ty jesteś Panem czasu i przestrzeni, proszę pokieruj tak sytuacją, żebym spokojnie i bez stresu zdążyła się wyrobić z ważnymi sprawami. Tak, żebym była spokojna, zachowała wewnętrzną równowagę… Pomóż mi, umocnij i daj wewnętrzny spokój, żebym nie straszyła ludzi zmarszczką między oczami czy brakiem uśmiechu. Chcę być Twoją córką, księżniczką godną swojego Ojca”. Zawsze pomaga 🙂
      życzę wszystkiego dobrego i pozdrawiam 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s